czytanie jest inteligentną metodą oszczędzania sobie samodzielnego myślenia Walter Moers
Blog > Komentarze do wpisu

Chwile Wolności Virginii

Kupiłam książkę już dawno temu, opasłe tomiszcze (ponad 700 stron) zalegało na półce aż do teraz. Virginia pisała dzienniki od 1915 aż do swojej samobójczej śmierci w 1941. Jej spadkobiercy (m. in. ukochany siostrzeniec Quentin Bell, syn Vanessy) postanowili je wydać w wersji skróconej, słusznie niejako zakładając, że pełne wydanie 5 tomów zapisków sławnej Brytyjki dotrze do niewielkiego kręgu odbiorców. Do polskiego czytelnika dotarły dzięki Wydawnictwu Literackiemu.

Jestem szczerze zdziwiona faktem, że przebrnęłam przez tą dość pokaźnych rozmiarów pozycję, bo raczej nie zachwyca. W świetle Dziennika życie Woolf układa się w ciąg podobnych do siebie dni, które wypełniają spotkania towarzyskie, wizyty w teatrze, kłótnie z służącą Nelly czy wreszcie żmudna, regularna praca nad kolejnymi książkami. Kartki książki zaludnia mnóstwo postaci z kręgu grupy Bloomsbury, do której Virginia należała, ale myślę, że informacje o łączących ich relacjach mogą być interesujące tylko dla wąskiej grupy znawców twórczości Woolf.

Mam wrażenie, że Dziennik okrojono z tego, co w nim najcenniejsze. Nie dowiedziałam się, jak wyglądał proces rodzenia się nowych fabuł i tworzenia kolejnych powieści, nie przeczytałam opinii pisarki na temat feminizmu, nie wiem jak wyglądały jej relacje z mężem i domniemanymi kochankami, nie mam pojęcia czy lubiła niewygody podróży i jaki był jej stosunek do okresowo i systematycznie wracającej choroby (Virginia cierpiała na chroniczne depresje).

Nie ma tu rodzinnych sekretów, skandali ani treści, które wskazywałyby na wyzwolenie obyczajowe pisarki; a tego chyba od Dziennika oczekiwałam. Po przeczytaniu tych 700 stron można odnieść wrażenie, że Virginia była starą nudziarą, prowadzącą monotonne i przewidywalne aż do bólu życie brytyjskiego filistra. Konkluzja? Raczej dla koneserów.

Virginia Woolf, Chwile wolności. Dziennik 1915-1941, tłum. M. Heydel, Kraków 2007.

sobota, 04 października 2008, iceberg33

Polecane wpisy

  • niezwykła podróż Pomponiusza Flatusa

    Pomponiusz Flatus, nierozgarnięty rzymski patrycjusz ze znamienitego, ekwickiego rodu wyrusza na wschodnie rubieże Cesartwa. Sprowadza go tam chęć znalezienia ź

  • Autant en emporte le vent

    Na początku była ekranizacja. Trzyczęściowy miniserial, wyprodukowany przez Francuzów z Letitą Castą w roli głównej. Później było poszukiwanie książki, chciałam

  • inwentaryzacja

    Od jakiegoś czasu próbuję policzyć swoje książki. Spisać je w excelu, zweryfikować których z nich mogłabym się pozbyć, do których nie wrócę, których obecność mn

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
matylda_ab
2008/10/05 21:07:01
Ja chyba po Virginię Woolf już chyba przez długi czas nie siegnę. Po "Orlando" skutecznie mnie zraziła do swoich przemyśleń.
-
eruana
2008/10/08 17:09:36
No proszę, ja do podobnego wniosku doszłam, czytając zaledwie fragmenty:) Virginia zainteresowała mnie całkiem niedawno, pisałam o niej artykuł w kontekście jej choroby psychicznej i filmu "Godziny". Kiedy to opasłe tomiszcze pojawiło się na rynku, chciałam kupić, nawet mimo okrojonej wersji i tych chyba 70złotych... Przezornie przeczytałam kilka wersów i odniosłam wrażenie, które doskonale ujęłaś "stara nudziara". Mam jednak przeczucie, że nie była nią i że naprawdę wyprzedzała swoje czasy. Szkoda niestety, że o tym, jak ją postrzegają ludzie decydują inni, że mówi się o niej "wariatka", nie zważając na to, że choroba zabrała zaledwie 5 lat z jej długiego życia.
-
2008/10/09 08:01:53
A ja byłam ZACHWYCONA tą książką, była dla mnie ODKRYWCZA, PASJONUJĄCA i ZASKAKUJĄCA.
Jestem jednak specjalną odmianą czytelniczki - uwielbiam książki w krórych się "NIC nie dzieje"
-
2008/10/12 19:59:14
Dostałam w prezencie, byłam nim zachwycona, jednak po lekturze kilkudziesięciu stron odłożyłam na półkę. Moze wrócę za jakiś czas i spojrzę na nią inaczej. Też mnie właśnie trochę nudziła, była bardziej kalendarzem spotkań niż pamiętnikiem...
-
iceberg33
2008/10/16 22:29:46
moze to jest wlasnie sposob na ksiazke, po trochu, smakowac powoli

ja czytalam codziennie jeden rocznik, nie jest to ksiazka do polkniecia czy do pociagu, chocby z uwagi na format

i witam nowych gosci na blogu":)
statystyka
  Sponsorzy bloga
  Reklama na blogach
  Blogvertising.pl