czytanie jest inteligentną metodą oszczędzania sobie samodzielnego myślenia Walter Moers
Blog > Komentarze do wpisu

retro kryminał po raz trzeci

Jest ostatni rok II wojny światowej, w niemieckim Breslau, do którego dobija się tuż-tuż Armia Radziecka, mieszka starzejący się i okaleczony, były Dyrektor Policji, Eberhard Mock. W tym odcinku serii, stworzonej przez Marka Krajewskiego, Mock staje przed nie lada wyborem. Uciekać z oblężonego miasta razem z żoną czy rozwikłać zagadkę brutalnie zgwałconej młodej Niemki? Wybierze oczywiście tą drugą opcję i pośród huków armat, nie przejmując się specjalnie SS depczącym mu po piętach, poszuka mordercy.
 
 
U Krajewskiego jak zawsze: mrocznie, ponuro, okrutnie i czasami perwersyjnie. Pisałam już nieraz o tym, że tak skontruowane światy bardzo mnie pociągają, czytam z wypiekami na twarzy i nie mogę się oderwać. Autor tym razem jednak nie potrafił pociągnąć w odpowiednim momencie cugli wyobraźni i w wielu momentach fabuła i jej szczegóły robią się zbyt przekombinowane. Obraz orgii, Mock na chwilę porzucający skórę cynika, aby zagłębić się w badaniach biblijnych? A do tego końcowy motyw z łodzią podwodną, rodem ze starożytnych dramatów; zabieg niczym eurypidesowe deus ex machina. Bardzo prawdziwy wydawał mi się za to portret starzejącego się i nie domagającego momentami Mocka. Bohaterowi Krajewskiego po prostu parę lat przybyło i nie potrafi pogodzić się on z upływającym czasem, ograniczonymi możliwościami swojej fizyczności i okaleczonym ciałem. Poza tym, Czytelnik od Autora dostanie dokładnie to, czego oczekuje. Zagadkę kryminalną do rozwiązania, przygody i pojedynki, mnóstwo barwnych postaci i oczywiście te sugestywne opisy przedwojennego Miasta. Czego potrzeba więcej!
 
W trakcie czytania zaczęłam spisywać niemieckie nazwy ulic Wrocławia, wraz ze znajdującymi się przy nich budynkami, ważnymi w mockowej historii. Nie będę się teraz rozpisywać o tym, że w kryminałach Krajewskiego równie ważnym jak policjant bohaterem jest międzywojenne Breslau, bo ten temat przesmarowano już pewnie nieraz. Napiszę za to, że pisarz zrobił swojemu miastu idealną reklamę. Wszyscy chcą teraz chodzić po Wrocławu śladami Mocka, ja też nie odpuściłabym takiej okazji! Nawet urząd miasta na swoich stronach proponuje półtoragodzinny spacer po miejscach ważnych dla komisarza. A może ktoś z Was już przedreptał taką trasę? Warto?
 
Krajewski Marek, Festung Breslau, Warszawa 2007.
piątek, 16 stycznia 2009, iceberg33

Polecane wpisy

  • niezwykła podróż Pomponiusza Flatusa

    Pomponiusz Flatus, nierozgarnięty rzymski patrycjusz ze znamienitego, ekwickiego rodu wyrusza na wschodnie rubieże Cesartwa. Sprowadza go tam chęć znalezienia ź

  • Autant en emporte le vent

    Na początku była ekranizacja. Trzyczęściowy miniserial, wyprodukowany przez Francuzów z Letitą Castą w roli głównej. Później było poszukiwanie książki, chciałam

  • inwentaryzacja

    Od jakiegoś czasu próbuję policzyć swoje książki. Spisać je w excelu, zweryfikować których z nich mogłabym się pozbyć, do których nie wrócę, których obecność mn

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2009/01/17 14:34:21
To juz 4 lata odkad wyprowadzilam sie z Wroclawia.Dla Wroclawia i chlopaka zdradzilam Poznan:) Czytalam Krajewskiego wtedy, ale czy to byla ta sama ksiazka?Byl kryminal to pewne.Ale wydaje mi sie, ze autor ma cala serie.Ksiazke przeczytalam tylko z milosci do miasta.To ciekawe zjawisko czytania pisarza nie dla samego warsztatu literackiego, a z takich wlasnie sentymentalnych powodow.Cos na ksztalt ogladania albumu-tylko, ze zdjecia sa w wyobrazni.
-
iceberg33
2009/01/26 20:00:40
tez tak mam, ale raczej przeciwnie, niektorych ksiazek nie czytam wlasnie ze wzgledu na pisarzy, ktorzy dzielo wyprodukowali ;)
statystyka
  Sponsorzy bloga
  Reklama na blogach
  Blogvertising.pl