czytanie jest inteligentną metodą oszczędzania sobie samodzielnego myślenia Walter Moers
RSS
czwartek, 02 kwietnia 2009

Serię książek o Sookie Stackhouse zaczęłam czytać za sprawą serialu True Blood, który obecnie jest już na językach wszystkich serialomaniaków. Cykl powieści Charlaine Harris liczy już sobie bodajże 9 tytułów (na język polski przetłumaczono tylko jedną książkę) i jest kurą znoszącą złote jajka. Książki w USA sprzedawały się jak świeże bułeczki i bez tej machiny napędzającej sprzedaż, jaką jest popularny serial oparty na książkowych motywach. Przeczytałam właśnie IV tom (Dead to the World) i ku mojemu zdziwieniu mam ochotę na więcej! Ni to horror, ni to romans, podszyty mentalnością amerykańskiego prowincjusza i pełen drobiazgowych opisów wszystkiego (Harris ze szczególnym upodobaniem opisuje nie tylko akty seksualne, ale i detale ubiorów i makijażu swojej głównej bohaterki itd.) prowokuje we mnie skrajne reakcje. Myślę, że to kiepskawa literatura, ale czytam dalej. Nie mogę się oderwać od tej taniochy. Czytam urzeczona, chociaż to prawie nieznośna opera. ;)

 

W IV części cyklu Sookie Stackhouse nie jest już dziewczyną wampira Billa (w poprzedniej książce dowiedziawszy się, że jest przez niego regularnie zdradzana, uratowała go jednak z rąk oprawców). Nadal pracuje w barze Sama i mieszka w Bontemps, cicho licząc na to, że odkąd z jej życia zniknął przystojny krwiopijca, jej codzienność znów będzie przypominała rzeczywistość prowincjonalnej Louisinany. Nic bardziej mylnego! Sookie pewnego wieczoru przy drodze znajduje półnagiego, błąkającego się wampira. To nikt inny jak Eric, który cierpi na amnezję, nasza dzielna bohaterka zabiera go więc do swojego domu. Wampir w domu to kłopoty, a zwłaszcza nie byle jaki wampir! Sookie próbuje więc rozwikłać zagadkę. Kto porwał Erica, a potem zostawił go na drodze? W jaki sposób zniknęła jego pamięć? Komu zależy na tym, żeby okolica, której wampirzym szeryfem jest Eric, pogrążyła się w chaosie?

To nie koniec perypetii blond kelnereczki z Louisiany, telepatki i amatorki przystojnych, zimnych jak lod i silnych jak, dąb krwiopijców. Z Bontemps znika też przygłupi brat Sookie, Jason. Ostatnio widziano go w towarzystwie mieszkającej nieopodal pięknej istoty o dwóch naturach (Harris nazywa ich shapeshifters), która podczas pełni potrafi się zmienić w zwierzę. Czy Jasona porwały pantery, tak jak na to wskazują ślady?

Sookie będzie musiała tym wszystkim problemom stawić czoła. Jak poradzi sobie z samotnością? Czy uda jej się ukryć Erica przed polującymi na niego stworzeniami? Czy znajdzie brata? Lektura kolejnego tomu autorstwa Charlaine Harris przyniesie odpowiedzi na te pytania, a nawet zaostrzy Wasz apetyt i będziecie chcieć coraz więcej. Ja czekam na kolejną przesyłkę.

20:06, iceberg33
Link Komentarze (10) »
środa, 01 kwietnia 2009

czyli Mr Bean kontra czytelnia

19:31, iceberg33
Link Komentarze (2) »
piątek, 27 marca 2009

Zwykły spawacz i weteran wojny w Wietnamie, Llewelyn Moss, znajduje na pustyni wraki samochodów, parę trupów i walizkę, wypełnioną pieniędzmi. Nie namyślając się długo, zabiera ją ze sobą, chociaż jest świadom faktu, że dolary należą do gangów narkotykowych. Tym samym sprowadza na siebie spore kłopoty, w niebezpieczeństwie od tej pory znajduje się też jego młoda żona. Po palcach drepcze mu nie tylko meksykańska mafia, ale i psychopatyczny, gotowy na wszystko płatny zabójca - Chigurh. Wkrótce do tego pościgu przyłączy się też wymiar sprawiedliwości w postaci starzejącego się, szeryfa prowincjonalnego miasteczka - Bell'a.

 

Czy Moss ucieknie ze znalezionymi pieniędzmi? Kto znajdzie go pierwszy - mafia, policja czy wzbudzający grozę, gdziekolwiek się pojawi, Chigurh? Kto wyjdzie z tej rozgrywki zwycięsko? Kto jest łowcą a kto zwierzyną?

W tej dziwnej opowieści, rozgrywającej się na pustynnym pograniczu Stanów Zjednoczonych i Meksysku, a zbudowanej na prostym schemacie (motyw pościgu) nie fabuła jest najważniejsza. W historii pojawia się wiele anonimowych postaci, czytelnik może się tylko domyślać, jakie mają znaczenie dla głównego wątku. McCarthy powoli eliminuje niemal wszystkich swoich bohaterów, nie informuje o dalszych losach socjopaty Chigurha. To przypowieść o dobru i złu, symbolem czystego zła jest tu płatny zabójca, terminator, któremu nie drgnie nawet powieka kiedy odbezpiecza swoją broń. Inne postaci trudno nazwać jednoznacznie dobrymi.

Napisana oszczędnym, surowym językiem. Ten, kto czytał Drogę tegoż autora, na pewno rozpozna ten charakterystyczny styl. Trudna książka, z gatunku tych męskich opowieści - brutalnych i okrutnych, pełnych krwi i bezsensownego wyżynania się. Na podstawie powieści bracia Coen nakręcili film o tym samym tytule i chociaż nie mam ochoty na więcej, zobaczę go. Chociażby po to, żeby przekonać się, jakie efekty przyniosło przeniesienie tej powieści na taśmę filmową, no i zobaczyć oscarową rolę Javiera Bardema (Chigurh).

Trailer:

 
McCarthy Cormac, To nie jest kraj dla starych ludzi, tłum. R. Bryk, Warszawa 2008. 
09:15, iceberg33
Link Komentarze (4) »

Jak donosi GW:

Opasłe (188 stron) studium "Światowe perspektywy dla 60- miligramowych opakowań serka Fromage Frais na lata 2009-2014" Philipa M. Parkera zdobyło "Diagram Prize" - nagrodę przyznawaną przez branżowy magazyn księgarzy.

Wśród finalistów tegorocznego konkursu znalazły się: "Metafizyka szympansa karłowatego" Dorothy Cheney i Roberta Seyfartha, "Stylowy strip-tease i szydełkowanie", "Techniki monitorowania korozji", "Duże sito i jego zastosowania".

Książka o przyszłości "Fromage Frais" (dosł. świeży serek) - pochodzącego z Francji białego sera o konsystencji śmietany, jest studium rynku detalicznego dla tego produktu. Wydawnictwo "Icon Group" oferuje je za 795 dolarów.

Nagroda magazynu "The Bookseller" przyznawana jest od 1978 roku; zwycięzców wybiera się w publicznym głosowaniu.

Zwycięzcy nagrody z lat poprzednich to między innymi: "Uczyń twój dom bombo-odpornym", "Życie z szalonymi tyłeczkami" oraz "Ludzie, którzy nie wiedzą, że nie żyją: Jak przywiązują się do nie podejrzewających niczego naocznych świadków i co z tym zrobić".

Artykuł cytowałam stąd.Nie dziwią mnie abstrakcyjnie/śmiesznie brzmiące tytuły książek naukowych, a bodajże właśnie taka zwyciężyła w rankingu. Dziwi mnie za to zawsze fakt, że pozycje bestsellerów często osiągają książki o idiotycznych i pretensjonalnych tytułach (na rynku polskim np. Klub mało używanych dziewic albo Dziewice do boju). Fascynujące zjawisko.

08:18, iceberg33
Link Dodaj komentarz »
piątek, 20 marca 2009

Nie przeczytałabym tej książki, gdyby nie zachęta znajomych. Wielka cegła w twardej oprawie z odpychającą okładką; do tego autor jest Noblistą czytanym obecnie wszędzie i przez wszystkich. Jestem już po lekturze powieści Orhana Pamuka i nie żałuję ani chwili, przeznaczonej na lekturę Nazywam się Czerwień.

W XVI-wiecznym Stambule grupa miniaturzystów pracuje nad sporządzeniem wyjątkowej księgi, której wykonanie zlecił sam Sułtan. Jeden z iluminatorów zostaje zamordowany, niedługo po nim ginie także Mistrz nadzorujący pracę zespołu. Wszystkie przesłanki wskazują na fakt, że mordercą jest jeden z artystów wtajemniczonych w ozdabianie księgi. Tak zarysowany konflikt przeplata się z wątkiem miłosnym, po latach nieobecności do Stambułu wraca bowiem zakochany w córce Mistrza  artysta, który tajemniczą księgę ma opatrzyć tekstem. Miłość Czarnego i pięknej Sekure jest miłością zakazaną, ona jest poślubiona wojownikowi z którym ma dwoje dzieci, ale już dawno straciła nadzieję na powrót męża z wojny. Kto i dlaczego zabił? Czy parze zakochanych będzie dane wspólne życie?

Tajemnicze morderstwa, wielkie namiętności, wyraziste postaci i panorama XVI-wiecznego, wielokulturowego Stambułu na pewno zachwycą każdego czytelnika. Do tego przemyślana kompozycja opowieści i konsekwentnie prowadzona narracja, która umożliwia obserwowanie wszystkich wątków z różnych perspektyw. Wszystko po to, by snuć rozważania o tym, czym jest sztuka, jakie jest jej zadanie i czy każdego twórcę można nazwać artystą. Pamuk zadaje też ważkie pytania, które dręczą i współczesną Turcję, zwłaszcza w kontekście jej potencjalnego przystąpienia do UE. Gdzie kończy się Zachód a gdzie zaczyna się Wschód? W którą stronę Turcja, od wieków stojąca okrakiem między Europą a Azją, powinna się udać? Jak podążać za nieuchronnymi zmianami, ocalając przy tym swoje dziedzictwo i tradycję?

Pamuk Orhan, Nazywam się Czerwień, tłum.D. Chmielowska, Kraków 2007.

09:23, iceberg33
Link Komentarze (2) »
niedziela, 15 marca 2009

Le Figaro podjął się wydania dzieł francuskich klasyków. Swoim czytelnikom proponuje zakupienie książek w przystępnej cenie i w jednolitej szacie graficznej, tytuły starannie wyselekcjonowane przez znawców tematu. Nic nowego, w Polsce także wydaje się podobne kolekcje. Polityka, GW czy Dziennik regularnie wpuszczają na rynek a to kanon literatury, a to legendarne filmy czy nawet opery. Jestem za, tylko nieliczni są w stanie wydać na kulturę spore pieniądze, a w ten sposób klasyka dociera do większej grupy potencjalnych odbiorców. Ale nie o tym miało być. Jako niepoprawna frankofilka, nie mogłam odpuścić sobie wpisu poświęconego literaturze francuskiej. 

Jakie więc tytuły weszły do kanonu wg Le Figaro? Tego jeszcze nie wiem. Ale już sam rzut oka na nazwiska autorów,  pozwala skonstruować wyobrażenie na temat tego, co współcześni Francuzi uważają za żelazny kanon ich własnej literatury.

Maupassant, La Fontaine, Molière, Stendhal, Zola, Flaubert, Hugo, Balzac, Voltaire, Proust, Maurice Leblanc, Jules Verne, Chateaubriand, Dumas (i ojciec i syn), Rousseau, Diderot, Musset, Racine, Beaumarchais, Montesquieu, Bossuet i Corneille. 25 tomów plus tom z poezją. Dobór nazwisk imponujący, kanon otwierają pisarze już XVII-wieczni, zamyka go bodajże Leblanc, autor cyklu kryminalnego o Arsenie Lupin. Zastanawiający jest brak właśnie pisarzy XX-wiecznych w tym zestawieniu. Gdzie choćby Camus i Sartre?

Nie jestem specjalistką ani znawczynią literatury francuskiej, ale myślę, że ta akcja Le Figaro pomoże mi dokonać wyboru i wskaże, które książki każdy frankofil powinien przeczytać.

Więcej o kolekcji na stronie lefigaro.fr

10:14, iceberg33
Link Komentarze (5) »
czwartek, 12 marca 2009

Times ogłosił wyniki ankiety, w której Brytyjczycy przyznali się do kłamstw na temat (nie)przeczytanych książek. Najwięcej z nich blefowało, że znają tekst Orwella, a konkretniej Rok 1984. Zaraz za zatrważającym opisem systemu totalitarnego uplasował się klasyk rosyjski - Wojna i pokój - Tołstoja. Cały artykuł możecie znaleźć tu.

Temat kłamania na temat czytania powraca już któryś raz. O tej samej ankiecie pisała niedawno Sylwia,  pamiętam też wpis kalarepy o książce-poradniku doradzającym jak dyskutować o książkach, których się nie czytało.

Nie potrafię zliczyć ile razy udawałam, że przeczytałam coś, faktycznie nie zajrzawszy nawet do danej pozycji w tzw. kręgach akademickich. Wszyscy kłamaliśmy po to, żeby zdać egzamin, zdobyć zaliczenie, napisać pracę. Sytuacja nie do uniknięcia, zwłaszcza kiedy jest się studentką kierunku humanistycznego i czasami fizycznie brakuje czasu na wszystkie lektury.

A literatura piękna? Blefowałam chyba tylko na temat Odysei i Eneidy. Więcej grzechów nie pamiętam. Zawsze oficjalnie i głośno przyznawałam się do niechęci do np. Sienkiewicza, potrafiłam się oprzeć trendom czytelniczym i nie czytać tego, co wszyscy, chociaż w środowisku ciśnienie nieraz było.

A Wy? Kłamiecie na temat nieprzeczytanych książek?

16:13, iceberg33
Link Komentarze (9) »
poniedziałek, 02 marca 2009

Anglik postanawia kupić dom we Francji. A potem z pomocą miejscowej ludności stara się go wyremontować. Doprowadzenie starych budynków do stanu używalności trwa równo rok. I o tym właśnie jest książka Petera Mayle'a. Nie jest to jednak poradnik budowlańca, więc ci, którzy szukają dobrych rad na temat remontów prowansalskich posiadłości, poczują się zawiedzeni. Mayle opisuje bowiem skomplikowane funkcjonowanie cudzoziemca na tej ziemi pachnącej lawendą. Pisze o swoim wrastaniu w rytm życia prowansalskiego, wyznaczonego przez zmieniające się pory roku; nawiązywaniu znajomości z tubylcami i barwnych miejscowych obyczajach.

Rok w Prowansji skrzy od angielskiego humoru. Mayle kreską satyryka kreśli portret przeciętnego Prowansalczyka. Południowca, dla którego wszystko da załatwić się mañana. Wieśniaka, który pachnie czosnkiem i nie stroni od szklaneczki anyżówki przy byle okazji. Cwaniaczka, który z beczki zrobi taczkę i cieszącego się jak dziecko, kiedy może uniknąć przykrego obowiązku płacenia podatku. No i przede wszystkim smakosza. Smakosza, który jest w stanie na dobre jedzenie wydać każde pieniądze, smakosza dla którego każdy posiłek ma w sobie coś ze świętej ceremonii. Obserwacje Mayle'a nie mają w sobie nic ze złośliwości, wręcz przeciwnie. Widać, że w Prowansji nie ma śladów po dawnych niechęciach i legendy o wciąż trwającej wojnie stuletniej można włożyć między bajki. Autor Roku w Prowansji wyszydza też swoich rodaków. Dostaje się nowobogackim prostakom (Tony) i sforze gości, która w sezonie wakacyjnym nawiedza autora.

 

Rzecz przyjemna i lekka, mogę ją szczerze polecić każdemu. To nie jest literatura z górnej półki, prosta i przystępna książka bez drugiego dna. Dla każdego, kto lubi czytać o Anglikach we Francji, dla każdego kto lubi czytać o zmaganiach z nową, barwną rzeczywistością a wreszcie dla każdego, kto lubi czytać o Francji w ogóle. Jeśli jesteście zmęczeni przeciągającą się polską zimą, wykorzystując Waszą fantazję, skoczcie w odwiedziny do domu Petera Mayle'a. Na pewno ugości was sporą dawką specyficznego humoru i poda wam prawdziwy francuski pięciodaniowy obiad ,suto podlany szampanem i anyżówką.

Mayle Peter, Rok w Prowansji, tłum. E. Adamska, Warszawa b.r.w.

08:10, iceberg33
Link Komentarze (6) »
środa, 18 lutego 2009

Gustav Wentzel

Śniadanie II

(olej na płotnie, rok 1885, obraz znajduje się w Galerii Narodowej w Oslo)

17:22, iceberg33
Link Komentarze (10) »
wtorek, 10 lutego 2009

ciągle trąbią o tym kryzysie, faktycznie zła sytuacja ekonomiczna odbija się nie tylko na twarzach ludzi, podróżujących ze mną autobusem, ale spowolnienie widać też na rynku pracy, który powoli zamiera i na portale rzuca oferty dla pośredników handlowych etc. Nie ukrywajmy, tak zwana recesja (?) może też sięgnąć rynku księgarskiego, bo ci nieliczni, którzy książki kupują, w ramach oszczędności będą odwiedzać biblioteki i lektury wypożyczać. A ja znów robię na odwrót. Wpadłam w jakiś szał kupowania nowych książek (to do mnie niepodobne, bo powszechnie jestem znana jako skąpiradło, które zanim wyda złotówkę, dokładnie ją obejrzy z dwóch stron ;)).

Naukowe, popularnonaukowe, kryminały, słodkie historie o rozpoczyaniu życia na nowo, non-fiction, powieści obyczajowe. Po polsku, po angielsku. Twarde okładki, miękkie okładki, z obrazkami, bez obrazków, w obwolutach, bez obwoluty. Empik, allegro, księgarnie internetowe, składy tanich książek; w ciągu ostatniego miesiąca zrobiłam już chyba zakupy wszędzie. Co więcej, pozakładałam nawet konta w księgarniach, z których dotąd nie korzystałam! Głód książek? Mania kupowania? Przejdzie mi? To jakieś odreagowanie stresu?

I najważniejsze pytanie: kiedy ja to do cholery przeczytam? No i gdzie znajdę dla nich miejsce?

15:04, iceberg33
Link Komentarze (9) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 8
| < Maj 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31        
Zakładki:
Czytanie To Wyzwanie
Teraz Czytam
10 Praw Czytelnika wg Daniela Pennaca
Blogi Książkowe
Blogi Nie Tylko o Książkach
Please Mister Postman There
Popieram!
Poszukiwany, Poszukiwana
Przeczytane w 2008
Przeczytane w 2009
Strony różne o Książkach
Wydawnictwa
statystyka
  Sponsorzy bloga
  Reklama na blogach
  Blogvertising.pl