czytanie jest inteligentną metodą oszczędzania sobie samodzielnego myślenia Walter Moers
RSS
piątek, 06 lutego 2009

..magdalenki Prousta, pudding z myszą Ani Shirley, mojito Hemingwaya itd. itd. Już dawno myślałam o tym, żeby zacząć śledzić kulinarne wątki w literaturze i stworzyć dla efektów moich działań osobną kategorię na blogu. Zresztą nie ja pierwsza, bo połączenie literatury i kulinariów zawsze daje całkiem smaczny produkt. Niezależnie od tego, czy pitrasi Małgorzata Musierowicz (Łasuch literacki), Mark Crick czy też potomkowie L.M.Montgomery, którzy przepisy z kuchni na Wyspie Księcia Edwarda wydają w wielu kombinacjach (np. Kuchnia z Zielonego Wzgórza).

A może dać się skusić? I wypróbować we własnej kuchni te przepisy, których dostarcza literatura piękna? Efekty uwieczniać na zdjęciach, a potem publikować? Żadna tam ze mnie mistrzyni patelni, ale spróbować swoich sił można i na zrobienie np. ulubionego drinka Heimngwaya nie trzeba mieć paroletniej praktyki w kuchni.

Wygrzebałam ostatnio w internecie ciekawe kulinarne wyzwanie. Niektóre blogi kulinarne odwiedzam regularnie, ich autorki też bawią się w Wyzwania ;)!. Oto baner zachęcający do przyłączenia się do akcji "w kuchni panny Marple":

W kuchni panny Marple

Może ktoś z nas, moli książkowych, się przyłączy? Wielbiciele Christie, do dzieła!

17:32, iceberg33
Link Komentarze (4) »
sobota, 31 stycznia 2009

Kapuściński to jeden z moich ukochanych autorów, król polskiego reportażu, który jak nikt inny potrafił łączyć swieżość i błyskotliwość obserwacji z antropologiczną niemal wrażliwością. Za każdym razem uwodzi mnie swoją przenikliwością połączoną z dużą dawką humoru. Imperium, Cesarz, Szachinszach czy Podróże z Herodotem - każda z tych książek ujęła mnie i zapadała w pamięć. Przy tym panteonie, przeciętnemu czytelnikowi Wojna futbolowa może wydawać się pozycją najsłabszą. Nierówną, niespójną, ten tom śmiało można uznać za worek, do którego wrzucono wiele krótkich tekstów. Opowieści o Kongo, Algierii, Salvadorze, Boliwii, krajach leżących na Kaukazie. Azja, Afryka i Ameryka Południowa. Kraje, w których Kapuścińskiemu przyszło być reporterem.

Reporterem wysyłanym jako korespondent na wojny, w samo serce pożogi. Dwa razy niemal cudem uratowany, bo Los lufę karabinu przystawionego do jego głowy zdecydował się odwrócić w innym kieruku. Szczęściarz, który niejedną strefą wojenną przejechał w towarzystwie żołnierzy, byleby zdobyć materiał na artykuł prasowy. Nieraz zagubiony w ciemnych uliczkach nieznanych mu miast, po których błąkał się w poszukiwaniu poczty i czynnego telefonu. Narażający swoje życie w skrajnych warunkach i granicznych sytuacjach, w których ludzie przemieniają się w zwierzęta. A wreszcie - jedyny Biały wśród Czarnych, cierpiący na depresję i zmęczenie rutyną Europejczyk, który tkwi w świecie, w którym tkwić nie chce. Wyobcowany (kolor skóry, nieznajomość języka) i niezrozumiany. Cierpliwie czekający na pozwolenie szefa na wyjazd, niecierpliwie wyczekujący wydarzenia, które można potem opisać i zabić nudę.

Nie interesują mnie relacje i reportaże wojenne ani książki, które o wojnach opowiadają. Ale od Kapuścińskiego jak zawsze dostałam dużo więcej. Panoramę wielu krajów pogrążonych w dekolonizacyjnym chaosie. Szczyptę opowieści o historii tych, nieraz egzotycznych dla przeciętnego Polaka, krajów. Łyżkę wątków autobiorgaficznych Kapuścińskiego. I bardzo dużo historii ludzkich. Warto było.

Kapuściński Ryszard, Wojna futbolowa, Warszawa 2008.

00:01, iceberg33
Link Komentarze (5) »
piątek, 30 stycznia 2009

Weszłam na statystyki bloxowe i zauważyłam dziwnego linka z odnośnikiem do mojego bloga. Oto ten link, zawierający podsumowanie roku 2008 na bloxie. Ku mojemu zdziwieniu, okazało się, że moją historię czytania zaliczono do jednych z najczęściej linkowanych blogów. Wow!

Z ciekawości przejrzałam też zawartość tegoż zestawienia i wynika z niego, że blogi z "naszej paki" były jednymi z najczęściej linkowanych! Przebiły nas chyba tylko te filmowe/serialowe, kulinarne i te o modzie. Wniosek z tego faktu jest tylko jeden. Poza oczywistym, że stanowimy niezłą mafię moli książkowych, która na blox trzyma władzę, liczba nowych blogów książkowych ciągle rośnie. Czyżby coraz więcej osób odważyło się spróbować podzielić swoimi doświadczeniami czytelniczymi z innymi?

Czy to nie jest sukces?

22:06, iceberg33
Link Komentarze (6) »
niedziela, 25 stycznia 2009

Pi Patel to młody Hindus, syn właściciela Zoo, wyznawca hinduizmu, chrześcijaństwa i islamu. Jako jedyny ratuje się z katastrofy statku, którym płynął wraz z rodziną i zwierzętami z Indii do Kanady. Jako jedyny człowiek, bo towarzyszami Pi są hiena, orangutan i Richard Parker - ogromny bengalski tygrys. Wkrótce jedynymi pasażerami szalupy ratunkowej, pływającej po wodach Pacyfiku, zostają Pi i tygrys. Ich wspólna odyseja trwa ponad 7 miesięcy, a kończy się u wybrzeży Meksyku.

Wspaniała, poruszająca opowieść. O tej książce ciężko pisać, bo jej prostota fabularna stoi w żywym kontraście w stosunku do ilości metafor, odwołań literackich i ładunku intelektualnego, jakim jest najeżona. Nieracjonalna, momentami absurdalna i sprzeczna ze zdrowym rozsądkiem słodko-gorzka opowieść o dojrzewaniu i sile przetrwania. Martel, który za Life of Pi (polski tytuł: Życie Pi) otrzymał Nagrodę Bookera, stworzył powieść prawie doskonałą. Opowiedział prostą historię, która nie poddaje się jednoznacznej interpretacji, nikt bowiem nie wie, co naprawdę wydarzyło się na tej szalupie ratunkowej. Autor pogrywa także z emocjami czytelnika, potrafi wywołać u niego nawet skrajne uczucia - od uśmiechu, po horror i zgrozę.

Jeśli jeszcze tego nie zrobiliście, przeczytajcie koniecznie, ta książka być może nie pomoże Wam uwierzyć w Boga, ale pozwoli Wam uwierzyć jeszcze raz w człowieka.

Martel Yann, Life od Pi, 2001.

11:23, iceberg33
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 19 stycznia 2009

z zapowiedzi wynika, że mole książkowe znajdą i w kinie coś dla siebie, w tym roku na dużych ekranach nie zabraknie i ekranizacji wielkich dzieł literakich.

Oto subiektywny przegląd:

  • Dorian Gray - reżyseruje Olivier Parker, w rolach głównych m.in Colin Firth! (w UK we wrześniu, w Polsce nie wiadomo kiedy ;))
  • Sherlock Holmes - tu całą ekipą filmową rządzi Guy Ritchie, eks-mąż Madonny; w roli tytułowej Robert Downey Jr. (znany m.in. z genialnej roli Charliego Chaplina) obok niego zagra też Jude Law :D ; w USA w listopadzie, w Pl nie wiadomo ;))
  • adaptacja horror-bajki Coraline, napisanej przez Neila Gaimana, a docenionej przez krytyków i czytelników
  • w lutym w Polsce adaptacja Braci Karamazow, na wielki ekran tego klasyka rosyjskiego przeniósł czeski reżyser Petr Zelenka (może widzieliście Samotari tegoż)
  • Tom Hanks znów wystąpi jako profesor Langdon w adaptacji powieści Dana Browna. Po Kodzie da Vinci przyszedł czas na Anioły i demony (reżyseruje Ron Howard, a to chyba dobra rekomendacja); w USA w maju
  • Harry Potter i Książę Półkrwi, tego tytułu nie trzeba przedstawiać nikomu, w Polsce dopiero w lipcu
  • Opowieść wigilijną wyreżyseruje Robert Zemeckis, jako Scrooge dzieci będzie straszył Jim Carrey, w USA w listopadzie 

Moje krótka lista' 2009 z pewnością będzie zawierać takie tytuły jak Sherlock Holmes i Coraline. Coś pominęłam? Wiecie o czymś, o czym ja nie wiem?

20:58, iceberg33
Link Komentarze (9) »
piątek, 16 stycznia 2009
Jest ostatni rok II wojny światowej, w niemieckim Breslau, do którego dobija się tuż-tuż Armia Radziecka, mieszka starzejący się i okaleczony, były Dyrektor Policji, Eberhard Mock. W tym odcinku serii, stworzonej przez Marka Krajewskiego, Mock staje przed nie lada wyborem. Uciekać z oblężonego miasta razem z żoną czy rozwikłać zagadkę brutalnie zgwałconej młodej Niemki? Wybierze oczywiście tą drugą opcję i pośród huków armat, nie przejmując się specjalnie SS depczącym mu po piętach, poszuka mordercy.
 
 
U Krajewskiego jak zawsze: mrocznie, ponuro, okrutnie i czasami perwersyjnie. Pisałam już nieraz o tym, że tak skontruowane światy bardzo mnie pociągają, czytam z wypiekami na twarzy i nie mogę się oderwać. Autor tym razem jednak nie potrafił pociągnąć w odpowiednim momencie cugli wyobraźni i w wielu momentach fabuła i jej szczegóły robią się zbyt przekombinowane. Obraz orgii, Mock na chwilę porzucający skórę cynika, aby zagłębić się w badaniach biblijnych? A do tego końcowy motyw z łodzią podwodną, rodem ze starożytnych dramatów; zabieg niczym eurypidesowe deus ex machina. Bardzo prawdziwy wydawał mi się za to portret starzejącego się i nie domagającego momentami Mocka. Bohaterowi Krajewskiego po prostu parę lat przybyło i nie potrafi pogodzić się on z upływającym czasem, ograniczonymi możliwościami swojej fizyczności i okaleczonym ciałem. Poza tym, Czytelnik od Autora dostanie dokładnie to, czego oczekuje. Zagadkę kryminalną do rozwiązania, przygody i pojedynki, mnóstwo barwnych postaci i oczywiście te sugestywne opisy przedwojennego Miasta. Czego potrzeba więcej!
 
W trakcie czytania zaczęłam spisywać niemieckie nazwy ulic Wrocławia, wraz ze znajdującymi się przy nich budynkami, ważnymi w mockowej historii. Nie będę się teraz rozpisywać o tym, że w kryminałach Krajewskiego równie ważnym jak policjant bohaterem jest międzywojenne Breslau, bo ten temat przesmarowano już pewnie nieraz. Napiszę za to, że pisarz zrobił swojemu miastu idealną reklamę. Wszyscy chcą teraz chodzić po Wrocławu śladami Mocka, ja też nie odpuściłabym takiej okazji! Nawet urząd miasta na swoich stronach proponuje półtoragodzinny spacer po miejscach ważnych dla komisarza. A może ktoś z Was już przedreptał taką trasę? Warto?
 
Krajewski Marek, Festung Breslau, Warszawa 2007.
22:56, iceberg33
Link Komentarze (2) »
wtorek, 13 stycznia 2009
wybaczcie, ale zajrzałam dziś do skrzynki i mnie zatkało. Czy Wasza poczta gazetowa jest tak samo zaspamowana jak moja? Nie wiem, kto robi Agorze pod górkę, co to ma znaczyć?
13:30, iceberg33
Link Komentarze (5) »
piątek, 09 stycznia 2009
Ci, którzy dobrze mnie znają, wiedzą, że miewam okresy irracjonalnej fascynacji Kubą. I chociaż jestem pewna, że pisała o tym wydarzeniu któraś z polskojęzycznych gazet, pozwolę sobie odnotować fakt natury polityczno-literackiej.

Jak donosi wtorkowy The Guardian, władze kubańskie umożliwiły dostęp do ponad 3,000 dokumentów, pozostawionych na Wyspie przez Hemingwaya. Niepublikowane wcześniej akta zawierają m.in epilog do najsławniejszej bodajże powieści pisarza - Komu bije dzwon. Dokumenty zeskanowano, zbiór zawiera listy, scenariusze, mapy, przepisy i fragmenty powieści, które pisarz pozostawił w Finca Vigía, swojej willi znajdującej się pod Havaną, gdzie mieszkał w latach 1939-1960.

Ada Rosa Alfonso, dyrektorka Muzeum znajdującego się w Finca Vigía, twierdzi, że udostępnienie zbioru pozwoli odpowiedzieć na pytanie, jak wyglądało życie Hemingwaya na Kubie. Dodaje, iż jeśli w ogóle istnieją nieopublikowane prace tego zdobywcy Nagrody Nobla, na pewno nie znajdują się na Wyspie.
 
 


 
Powyżej fotografie z z willi Hemingwaya. Wszystkie pochodzą ze strony Havana Journal.
22:31, iceberg33
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 06 stycznia 2009

Lubicie? Ja też! Do Kafki mam stosunek niemal nabożny, dlatego nie mogłam się powstrzymać, kiedy przed chwilą w Tygodniku Powszechnym zobaczyłam ten artykuł o nowym przekładzie Procesu. Ale nie ta informacja jest w tym momencie najważniejsza. Ważniejsze jest to, że odkryłam istnienie portretu Kafki "ręki" samego Warhola. A nie miałam o nim pojęcia. I chociaż estetyka pop-artowska nie jest moją estetyką itd., zamieszczam, bo rewelacyjne. Zresztą, co ja tam wiem, na Kafkę nie umiem spojrzeć z dystansem i dobrze mi z tym.


 Andy Warhol, „Franz Kafka”, 1980 r. Reprodukcja z tej strony.

22:54, iceberg33
Link Komentarze (4) »
Z pewnością każda/y z Was ma takie chwile, kiedy ma wszystkiego dość i najchętniej kupiłby bilet na samolot, zmierzający na Antypody. Ja w takich momentach często wracam do książek z dzieciństwa, nie ma nic lepszego na większe lub mniejsze smutki i kłopoty niż Dzieci z Bullerbyn.
 
Czasami wybieram coś nowego z repertuaru "dziecięcego"; najczęściej coś, czego nie czytałam, dziecięciem będąc. I tak ostatnio padło na drugi tom serii Opowieści z Narnii C.S. Lewisa. Pamiętam pewne mroźne ferie, które spędziłam przed babcinym telewizorem, odliczając kolejne godziny do następnego odcinka serialu, nakręconego na podstawie tychże. Ech, co to były za emocje, ta szafa, zaczarowany Edmund, kraina pełna śniegu i mówiących zwierząt.
 
Do Narni wrociłam niedawno, wraz z bohaterami pierwszej serii. I znów dzieci z pomocą Aslana  musiały wyzwolić Narnię, tym razem spod panowania okrutnego Miraza, który nieprawnie zagarnął tron swojemu bratankowi, Kaspianowi.
 
Czytało się przyjemnie i lekko w te pierwsze styczniowe dni. Nie będę jednak pisać, że to lektura dla osób w każdym wieku. Opowieści z Narnii są bowiem bardzo moralizatorskie, pedagogiczne; do tego książki Lewisa są opowieściami z drugim dnem, bo postać potężnego lwa Aslana jest zbudowana jako alegoryczny portret Jezusa. Dobro więc zawsze zwycięża zło, a ja mimo tego, że z takich książek dawno wyrosłam, już niedługo skuszę się na kolejny tom narijnych opowieści.
 
Filmu oglądać nie będę, już sam podgląd trailera sprawił, że włosy stanęły mi na głowie. Hollywood po raz kolejny z metaforycznej, poetyckiej i dydaktycznej powieści wyprodukowało niemal film akcji.
 
21:02, iceberg33
Link Komentarze (10) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 8
| < Wrzesień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30  
Zakładki:
Czytanie To Wyzwanie
Teraz Czytam
10 Praw Czytelnika wg Daniela Pennaca
Blogi Książkowe
Blogi Nie Tylko o Książkach
Please Mister Postman There
Popieram!
Poszukiwany, Poszukiwana
Przeczytane w 2008
Przeczytane w 2009
Strony różne o Książkach
Wydawnictwa
statystyka
  Sponsorzy bloga
  Reklama na blogach
  Blogvertising.pl