czytanie jest inteligentną metodą oszczędzania sobie samodzielnego myślenia Walter Moers
RSS
sobota, 18 października 2008

czyli 5 powodów, dla których nie przeczytam więcej ani jednej książki Aleksandry Marininy.

O Marininej słyszałam dawno temu, czytałam artykuł w TS o rosyjskiej pisarce milionerce, która rzuciła pracę w milicji i na kryminałach dorobiła się fortuny. Wiedziałam więc o jej istnieniu od paru ładnych lat, ale jej książki dotarły do mnie dopiero w tym roku za sprawą Polityki. Przeczytałam dwa tytuły - Gra na cudzym boisku i Śmierć i trochę miłości. Na trzecią książkę absolutnie nie mam ochoty. Oto dlaczego:

  • mam wrażenie, że autorka lubuje się w postaciach zboczeńców, wykolejeńców i osób chorych psychicznie; tutaj to zazwyczaj one popełniają morderstwo, atak choroby albo zemsta za odrzucenie społeczne - oto potencjalne motywy zbrodni
  • poziom makabry osiąga szczyty i Marinina horror podaje mi w dawkach, których nie przyswajam; nekrofilia czy opisy rozkładających się zwłok, które trzeba przenieść po wypiciu pół litra wódki albo nastoletnie prostytutki, które za pare groszy grają w filmach porno, handel żywym towarem, uzależnione od narkotyków karły, mężczyźni zachowujący się jak zwierzęta
  • nie wiem dlaczego, ale nie cierpię głównej bohaterki - major Anastazji Kamieńskiej - sztywnej, zdyscyplinowanej, metodycznej i pracowitej milicjantki; nie interesuje jej nic poza pracą i nie ma żadnych (!) słabości; chodzący cyborg
  • w każdej z jej książek występuje cała plejada postaci, po pierwsze trudno mi zapamiętać ich podwójne nazwiska, po drugie wszystkie te postaci to potencjalni mordercy bo u Marininy występują same czarne charaktery; pozytywne postaci, które pojawiają się w książkach (Loszka?) wypadają blado na tle demonicznych dramatis personae
  • Marinina przypomina mi o tych strasznych czasach niedostatku, które bardzo słabo pamiętam, ale zawsze... bo komputer i zagraniczny koniak plus plasterki cytryny do herbaty jako synonimy luksusu? Nerwową reakcję wywołują też u mnie opisy tych postkomunistycznych układów, które rządzą światem Marininy - shierarchizowana milicja, strach ludności przed władzą, nieufność wobec współpracowników, łapówkarstwo, czy wreszcie brutalna mafia dorobkiewiczów, która rządzi prowincją
Nie odmawiam pisarce ani ciekawych pomysłów, ani dobrego stylu; nie odbieram też jej książkom miana przyzwoitych kryminałów. Jest w nich jednak coś, co strasznie mnie irytuje. To jedne z tych książek, które w dziwny sposób na każdej stronie potrafią mnie doprowadzić do pogardliwej czkawki (Nastusia, która w sanatorium odpiera zaloty wszystkich wczasowiczów czy infantylnie jak dla mnie opowiedziane historie o porzuconych pannach młodych) a jednocześnie nie pozwalają się odłożyć na półkę, dopóki nie dotrwam do końca. W tym przypadku jednak irytacji jest więcej niż ciekawości.
23:12, iceberg33
Link Komentarze (8) »
czwartek, 16 października 2008

"Le Clézio? Niech będzie Le Clézio, choć nie mam pojęcia co by tu o nim...Le Clézio odwiedził mnie z żoną wkrótce po moim przybyciu do Vence i wywarł jak najlepsze wrażenie, poważny, inteligentny, szczery. Dramatyczny (ma 27 lat) i skupiony. Bardzo urodziwy, a bardziej jeszcze fotogeniczny, więc Express i inne revues walą jego fotografie na całą stronę.

Prasa widzi w nim czołową sławę literatury francuskiej à l'heure de la promess, jest już znany w Europie, skatalagowany jako przyszły Camus Francji, ludzie przystają, gdy idzie ulicą. Dwadzieścia siedem lat, a już trzy powieści (ci Francuzi, rzeczywiście...).
 
(...) Jego powieści dyszą mrokiem nieprzeniknionym najskrajniejszej rozpaczy, gdy on sam, młody bóg w majteczkach kąpielowych, zanurza się w lazury słone Morza Śródziemnego. (...) jego żona na przykład też jest ładniutka i mają samochodzik sportowy niezłej marki, niemniej przystojny. A też uważam za bardzo znaczące i charakterystyczne iż mieszkają w Nicei na placu, który nazywa się Île de Beauté (Wyspa Piękności). (...).
 
Le Clézio tedy składa się z kontrastów: z jednej strony uroda, zdrowie, sława, fotosy, Nicea, róże, samochodzik, z drugiej ciemnoś, noc, pustka, samotność, absurd, śmierć. Ale jego największa trudność to, iż w nim dramat staje się urodziwy, powabny. (...)"
 
 
Witold Gombrowicz, Dziennik 1961-1969, Kraków 2004, s. 249-250.
22:10, iceberg33
Link Komentarze (4) »

I stało się. Zadeklarowałam w zabawie w podróż przez 6 kontynentów, więc przeczytałam (to nic, że z paromiesięcznym opóźnieniem ;)) chociaż książkę kupiłam zaraz po tym, jak Stasiuk dostał za nią Nike w 2005. Czas na nią przyszedł dopiero teraz, szkoda że dopiero teraz; dobrze, że w ogóle przyszedł.

Jestem absolutnie oczarowana, to było moje pierwsze spotkanie ze Stasiukiem, ale na pewno nie ostatnie. Czarodziej zabrał mnie w podróż, razem z nim odwiedziłam wioski, wioseczki i pustkowia Rumunii, Ukrainy, Słowacji, Węgier, Mołdawii. Duże miasta omijaliśmy z daleka, mój przewodnik nie prowadzi swoich towarzyszy utartymi szlakami, wydeptywanymi codziennie przez setki turystów. Zobaczyłam kawałek Europy kategorii "B", tej za którą wszyscy się wstydzą, tej którą nie są zainteresowani organizatorzy wycieczek. Dlaczego? Nie ma tu nic szczególnego, jest za to prowincjonalna i obezwładniająca nuda, tu ludzie ciężko pracują a mimo to nie śmierdzą groszem; wszędzie za to śmierdzi przepoconą flanelą, tanim tytoniem i przypaloną kapustą. I nic się nie zmienia w tym krajobrazie od wielu, wielu lat. Ta właśnie "czasoodporność" zdaje się Stasiuka fascynować najbardziej.

Mnie za to urzekł ten styl, którego nie umiem nazwać, bo określenie "poetycki"  w tym miejscu jest nieodpowiednie i ma w sobie coś pretensjonalnego. Raz jest więc łagodnie, raz ostro i w obu wersjach świat widziany oczami Stasiuka bardzo mi się podoba. Są takie książki, o których się wie, że nie są jednorazowe, zaraz po zamknięciu okładki zaczyna się planować ponowną lekturę, a Jadąc do Babadag na pewno jest jedną z tych książek.

Andrzej Stasiuk, Jadąc do Babadag, Wołowiec 2004.

00:17, iceberg33
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 13 października 2008
Znalazłam dziś na stronie Times'a fajny artykuł, co prawda trochę przeterminowany, bo prawie sprzed miesiąca; ale nie przypominam sobie, żeby któraś z nas pisała o tym. To fragment większej całości, książki Taken From Can’t Be Arsed: 101 Things Not to Do Before You Die autorstwa Richarda Wilsona. Oto więc 10 tytułów, na przeczytanie ich nie warto tracić czasu (lista od miejsca 10 aż do 1)*
  • Ulysses - James Joyce
spójrzmy prawdzie w oczy, znacie kogokolwiek, kto przeczytał?
  • Władca Pierścieni - J. R. R. Tolkien
fakt, znam takich, którym 'odbiło', uczyli się języka elfów, na każdym filmie Jacksona byli 3 razy itd.
  • Komu bije dzwon - Ernest Hemigway
  • W poszukiwaniu straconego czasu - Marcel Proust
próbowałam, nie wyszło, ale spróbuje jeszcze kiedyś
  • The Dice Man – Luke Reinhart
szczerze nie wiem, czy ta pozycja pojawiła na polskim rynku
  • Fear and Loathing in Las Vegas – Hunter S Thompson
kolejny tytuł, który pozostanie dla mnie zagadką, tak samo jak osoba autora,  nie jestem specjalistką od literatury anglojęzycznej, wybaczcie, bo kolejny tytuł też brzmi egzotycznie:
  • The Beauty Myth – Naomi Wolff
 
i ostatnia, finałowa trójka:
  • miejsce 3 należy do Lwa Tołstoa i książki Wojna i pokój

  • na 2 pozycji uplasowała się... Iliada Homera!

  • zaszczytne miejsce 1 przyznano nikomu innemu tylko Jane Austen za Dumę i Uprzedzenie!
 
 
Duma i uprzedzenie jako jedna z książek, których nie należy czytać? Iliada jako jedna z najnudniejszych  książek wszechczasów? Obrazoburcze? Prowokujące? Dające do myślenia? Potrafilibyście ułożyć swój Anty-Top-10?

 
 
*komentarze pojawiające się pod tytułami książek są moje, te autorskie możecie przeczytać tu.
21:39, iceberg33
Link Komentarze (18) »
poniedziałek, 06 października 2008
W ostatnich WO ukazał się artykuł o Carmen Balcells, agentce pisarzy, którzy tworzą swoje dzieła w języku hiszpańskim. Marquez, Llosa, Fuentes, Allende, bardzo znane nazwiska, wśród nich nobliści, to właśnie ich interesy reprezentuje ta dziś już starsza pani. Ci, którzy nie zdążyli kupić sobotniego wydania, mogą tu zajrzeć za kurtynę i podejrzeć, jak wygląda praca i życie osobiste kobiety, której świat zawdzięcza zachwyt tzw. literaturą iberoamerykańską.
20:42, iceberg33
Link Komentarze (2) »
sobota, 04 października 2008

Kupiłam książkę już dawno temu, opasłe tomiszcze (ponad 700 stron) zalegało na półce aż do teraz. Virginia pisała dzienniki od 1915 aż do swojej samobójczej śmierci w 1941. Jej spadkobiercy (m. in. ukochany siostrzeniec Quentin Bell, syn Vanessy) postanowili je wydać w wersji skróconej, słusznie niejako zakładając, że pełne wydanie 5 tomów zapisków sławnej Brytyjki dotrze do niewielkiego kręgu odbiorców. Do polskiego czytelnika dotarły dzięki Wydawnictwu Literackiemu.

Jestem szczerze zdziwiona faktem, że przebrnęłam przez tą dość pokaźnych rozmiarów pozycję, bo raczej nie zachwyca. W świetle Dziennika życie Woolf układa się w ciąg podobnych do siebie dni, które wypełniają spotkania towarzyskie, wizyty w teatrze, kłótnie z służącą Nelly czy wreszcie żmudna, regularna praca nad kolejnymi książkami. Kartki książki zaludnia mnóstwo postaci z kręgu grupy Bloomsbury, do której Virginia należała, ale myślę, że informacje o łączących ich relacjach mogą być interesujące tylko dla wąskiej grupy znawców twórczości Woolf.

Mam wrażenie, że Dziennik okrojono z tego, co w nim najcenniejsze. Nie dowiedziałam się, jak wyglądał proces rodzenia się nowych fabuł i tworzenia kolejnych powieści, nie przeczytałam opinii pisarki na temat feminizmu, nie wiem jak wyglądały jej relacje z mężem i domniemanymi kochankami, nie mam pojęcia czy lubiła niewygody podróży i jaki był jej stosunek do okresowo i systematycznie wracającej choroby (Virginia cierpiała na chroniczne depresje).

Nie ma tu rodzinnych sekretów, skandali ani treści, które wskazywałyby na wyzwolenie obyczajowe pisarki; a tego chyba od Dziennika oczekiwałam. Po przeczytaniu tych 700 stron można odnieść wrażenie, że Virginia była starą nudziarą, prowadzącą monotonne i przewidywalne aż do bólu życie brytyjskiego filistra. Konkluzja? Raczej dla koneserów.

Virginia Woolf, Chwile wolności. Dziennik 1915-1941, tłum. M. Heydel, Kraków 2007.

13:45, iceberg33
Link Komentarze (5) »
piątek, 03 października 2008
  • Bernard Shaw
" (...) zjawił się Shaw, chude nogi, biała broda; przechadzał się samotnie. Staliśmy przy ogrodzeniu, rozmawiając jakieś piętnaście minut. On z założonymi rękami, wyprostowany, lekko odchylony do tyłu; złote koronki na zębach. Bardzo przyjazny"
  • Wiliam Yeats
"Jest bardzo szeroki; bardzo gruby; jak solidny pień dębu. Twarz ma zbyt tłustą: ale z profulu wyraziste czoło pod strzechą siwobrązowych włosów; oczy jaśniejące, skierowane wprost na człowieka, choć przesłonięte okularami; niemniej patrzace z bliska tym uważnym, ale i zdziwionym wzrokiem, znanym z jego wczesnych portretów"
 
"Yeats jest starszy, mniej kolorowy i żywtny. Małe, płonące oczka za wielkimi okularami; zmierzwione włosy; tweed"
  • Aldous Huxley
"Zapomniałam, że był u nas Aldous: podziwu godny, chłodny, aseptyczny, pozbawiony nerów, ale ludzki i delikatny człowiek; mowł o świecie, absolutnie sceptycznie, ale tym bardziej po ludzku, oceniając wszystko, a zarazem nic. Z lekka retoryczny co do religii i seksu; nie z tego powodu jest powieściopisarzem; nieskończenie podłużny i kościsty; te jego mgliste, zielone oczy; ta złościliwość i dowcip"
 
 
Virginia Woolf, Chwile wolności. Dziennik 1915-1941, tłum. M. Heydel, Kraków 2007.
cytowane strony, kolejno: Shaw - s. 461;  Yats - s. 399, 498; Huxley - s. 486.
21:08, iceberg33
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 02 października 2008
Wpis z cyklu znalezione i podpatrzone u kimbooktu, która naprawde chyba nie ma sobie równych w wynajdywaniu książkowych "ciekawostek". Oto prywatna biblioteka Amerykanina Jay'a Walkera, więcej niesamowitych zdjeć tego miejsca można obejrzeć klikając tu
 

 
Tak bajkowa, że aż nierealna, Wy też macie skojarzenia z Hogwartem?
22:07, iceberg33
Link Komentarze (11) »
Przyznaję, że mam ambiwaletny stosunek do kolekcji wydawanych razem z gazetami czy czasopismami. Tego lata razem z M. kupowałyśmy książki z serii kryminalnej, proponowanej czytelnikom Polityki, która na okoliczność tego przedsięwzięcia współpracowała z W.A.B. Lektura kryminałów, z którymi do tej pory nie miałam do czynienia, przyniosła mi dużo rozrywki, skusiłam się nawet na zakupienie kolekcji ubiegłorocznej!
 
Najnowsza Polityka podaje, że już niedługo wraz z pismem ukazywać się będzie kolejna kolekcja książek. Tym razem, w ramach akcji z serii POLSKA LITERATURA WSPÓŁCZESNA, zostanie wydanych 20 pozycji polskich autorów. Wśród tych tytułów znajdą się m.in. dzieła Gombrowicza, Iwaszkiewicza, Miłosza, Mrożka czy wreszcie Tokarczuk, Myśliwskiego i Pilcha. Artykuł na ten temat można przeczytać tu.
 
Najważniejsi autorzy XX wieku; książki, które zmieniały oblicza polskiej współczesnej literatury i wyznaczały nowe kanony, tytuły na pewno warte uwagi. I chociaż nie czytałam większości z tych dzieł i prawdopodobnie nie skuszę się na regularne kupowanie kolekcji, to już sam zestaw proponowanych przez Politykę tytułów będzie dla mnie dobrym drogowskazem przy poruszaniu się w krętych uliczkach polskiej najnowszej prozy.
21:41, iceberg33
Link Komentarze (2) »
wtorek, 30 września 2008
rozpoczęcia nowego roku akademickiego, dla wszystkich studiujących (tudzież prowadzących zajęcia;)), których czeka parę miesięcy ciężkiej pracy, zamieszczam teledysk. Piosenka nosi dość znaczący tytuł Rescue me. A że blog jest poświęcony książkom, więc któż inny może być wykonawcą, jeśli nie Bell, Book & Candle (to bodajże jedyny zespół muzyczny, jaki znam, który w swojej nazwie ma słowo "książka).
 
;)))
 
 
Miłego słuchania, wszak muzyka łagodzi obyczaje!
 
15:15, iceberg33
Link Komentarze (1) »
| < Listopad 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30      
Zakładki:
Czytanie To Wyzwanie
Teraz Czytam
10 Praw Czytelnika wg Daniela Pennaca
Blogi Książkowe
Blogi Nie Tylko o Książkach
Please Mister Postman There
Popieram!
Poszukiwany, Poszukiwana
Przeczytane w 2008
Przeczytane w 2009
Strony różne o Książkach
Wydawnictwa
statystyka
  Sponsorzy bloga
  Reklama na blogach
  Blogvertising.pl