czytanie jest inteligentną metodą oszczędzania sobie samodzielnego myślenia Walter Moers
RSS
czwartek, 28 sierpnia 2008

Tym, którzy znają ten serial nazwisko autora książki zabrzmi pewnie znajomo. Hugh Laurie to zdecydowanie człowiek wielu zdolności; popisy jego wyjątkowych umiejętności (nie tylko aktorskich) mogą zobaczyć wszyscy, którzy śledzą perypetie osobliwego dr House'a, ale to nie wszystko. Bo Laurie pisze też książki, tą w UK wydano jakieś dwanaście lat temu i stała się bestsellerem. W Polsce to dopiero pierwsze jej tłumaczenie i nie oszukujmy się, wydano ją, bo w Polsce przybywa House'omaniaków. Przyznaję, że jestem jedną z wielbicielek tego cynicznego aroganta, stąd moje zainteresowanie książką.

Nie przeczytałabym tej książki gdyby nie serial, po pierwsze prawdopoodbnie nie zachwyciłabym się aktorem-Laurie (jako głupi księciunio w Czarnej Żmijii 3 był dla mnie irytujący) i nadal Grant zajmowałby zaszczytne pierwsze miejsce na mojej prywatnej liście rankingowej "Brytyjscy aktorzy o imieniu Hugh"; po drugie "gatunkowo" nie mieści się w moich zainteresowaniach, po trzecie ma okropną okładkę.

Nie wiem nawet w jakie ramy wtłoczyć książkę, czy włożyć ją do szufladki z napisem sensacja, czy thriller; z definicji nie czytuje takich powieści. Dość skomplikowana fabuła, w której roi się od wielu postaci, tajemnice, terroryzm, afery rządowe, tajne misje i CIA. Czytałam ją w największym bodajże przedwyjazdowym okresie zmęczenia i nie zrozumiałam wiele z tych pełnych niuansów dialogów dotyczących przemytu czy zasad funkcjonowania międzynarodowej siatki terrorystycznej. Dlaczego więc przeczytałam książkę, której akcja mnie nie interesowała i rozwikłanie zawiłej fabuły było dla mnie w tym momencie za dużym wyzwaniem intelektualnym? Bo największym atutem tych 400 stron okazało się dla mnie poczucie humoru autora. Coś co nazywamy angielskim poczuciem humoru.

Próbka (przytaczam fragment wydrukowany na skrzydełkach okładki):

"Dziewczyna w recepcji obejrzała dokładnie mój paszport, jakby po raz pierwszy widziała coś takiego, po czym przez następnych dwadzieścia minut wypytywała mnie o mnóstwo rzeczy, które szwajcarscy hotelarze chcą wiedzieć o swoich gościach, zanim pozwolą im się położyć do łóżka. Jeżeli dobrze pamiętam, zatkało mnie na chwilę przy pytaniu o drugie imię nauczyciela geografii, a już na pewno zawahałem się przy kodzie pocztowym akuszerki, która asystowała przy porodzie mojej prababki. Poza tym śpiewająco odpowiedziałem na wszystkie pytania"

Co stronę Laurie raczył mnie podobnym fragmentem i wywoływał nikły uśmiech. Tzw. angielski humor nadal pozostaje dla mnie zagadką, ale interesującą zagadką.

Laurie Hugh, Sprzedawca broni, tłum. J. Konieczny, Warszawa 2008.

22:59, iceberg33
Link Komentarze (10) »
1 ... 6 , 7 , 8
 
| < Wrzesień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30  
Zakładki:
Czytanie To Wyzwanie
Teraz Czytam
10 Praw Czytelnika wg Daniela Pennaca
Blogi Książkowe
Blogi Nie Tylko o Książkach
Please Mister Postman There
Popieram!
Poszukiwany, Poszukiwana
Przeczytane w 2008
Przeczytane w 2009
Strony różne o Książkach
Wydawnictwa
statystyka
  Sponsorzy bloga
  Reklama na blogach
  Blogvertising.pl